Szukaj:

Nagroda Klio trafiła na Uniwersytet Warszawski

Hanna Dzielińska:  Do tej pory większości czytelników znany jesteś jako historyk sportu, masz na koncie wiele publikacji dotyczących dziejów kultury fizycznej. Skąd pomysł na zajęcie się Krybarem?

Robert Gawkowski: To prawda, ale nie cała. Mam nadzieję, że czytelnicy kojarzą mnie również z publikacji dotyczących Uniwersytetu Warszawskiego: przez wiele lat, jako pracownik tutejszego muzeum zapoznawałem zwiedzających z dziejami uczelni, moje artykuły regularnie pojawiają się w mediach uczelnianych… Można więc powiedzieć, że te dwa tematy zgłębiam równolegle: historia sportu warszawskiego to moja prywatna praca naukowa zaś historia Uniwersytetu to moje codzienne życie zawodowe. Nie da się ukryć, że jest to też moja pasja, więc w naturalny sposób pojawiła się tu historia Grupy Bojowej Krybar, która  podczas powstania warszawskiego trzykrotnie – choć niestety bez sukcesu – próbował odbić teren UW z rąk niemieckich. Już sama nazwa tego oddziału jest interesująca: powstała z pierwszych sylab imion córek dowódcy – KRYstyny i BARbary.

- A kiedy po raz pierwszy zetknąłeś się z tym tematem?

- Już w 1991 roku – wtedy powstała moja seria artykułów dla „Tygodnika Uniwersyteckiego” (tak nazywało się wówczas pismo UW). Z czasem powstańczych historii przybywało, aż w końcu uświadomiłem sobie, że być może jestem ostatnim, który ma okazję na żywo zapoznać się z atmosferą okupacji, właśnie dzięki kontaktom ze środowiskiem Krybara. Potem refleksja, że moi rozmówcy odchodzą i dziś swój obraz Powstania Warszawskiego przedstawiają nam już ich młodsi koledzy – ci, którzy podczas wojny byli nastolatkami. Ci, którzy na początku powstania nie mieli jeszcze broni, a często i do ostatnich dni pełnili, można by powiedzieć, funkcje pomocnicze. Ale i stopniowo docierało do mnie, że bez takich „bohaterów drugiego planu” walka nie trwałaby tak długo i nie była tak zacięta.

Fot. Janusz Rudziński.

- A, to – rzec by można – niemal symboliczne: pisanie książki zajęło mi 62 dni czyli jeden dzień krócej niż trwało powstanie warszawskie…- Wiemy już, że prace przygotowawcze do napisania książki trwały wiele lat. A ile zajęło Ci samo pisanie?

- To rzeczywiście imponujące: książka jest bardzo obszerna, starannie opracowana, a jednocześnie atrakcyjna wizualnie. Dużym atutem jest wprowadzenie czytelnika w kontekst sytuacyjny: zanim napiszesz o samym powstaniu, kilkadziesiąt stron poświęcasz na pokazanie Powiśla i Uniwersytetu Warszawskiego od początku okupacji w 1939 roku. Trudno uwierzyć, że napisałeś książkę w dwa miesiące.

- To wynik mojego sposobu pracy: zawsze staram się najpierw zebrać komplet materiałów, notatek, przemyśleń, tak by później na pewien czas całkowicie odizolować się od świata (tak naprawdę to można powiedzieć półżartem, że schodzę do podziemia, bo moja pracownia/gabinet mieści się w piwnicy) i móc zajmować się wyłącznie pisaniem.  Przez ten czas żyję jak mnich!

- A jak godzisz to z pracą zawodową?

- Gdy pisałem swojego „Krybara” uczelnia bardzo mnie wspomogła. Nasza władza uczelniana traktowała książkę o Krybarze jako ważny element planowanych obchodów 70 rocznicy wybuchu powstania. Dostałem więc „zielone światło”. Koledzy i koleżanki z Archiwum UW zastępowali mnie w codziennej pracy i wyszukiwali potrzebne archiwalia.  Prorektor  Alojzy Nowak i kanclerz Jerzy Pieszczurykow tworzyli ze mną nieformalne kolegium redakcyjne.  W Wydawnictwach UW książkę traktowano priorytetowo. To bardzo pomagało i dzięki temu mogliśmy podarować „naszym” powstańcom książkę, która już w założeniu miała ich uhonorować i pokazać nasz szacunek do ich walki

- Co było najtrudniejsze podczas pisania książki „Krybar”. Uniwersytet w cieniu powstańczych walk, a co wspominasz najlepiej?

- Nie da się ukryć, że podczas wielogodzinnych rozmów z powstańcami nie raz byłem powiernikiem również dość osobistych, nieraz wręcz intymnych  historii. Zaskoczyło mnie to, że emocje, jakie wówczas przeżywali obrońcy Warszawy niczym nie różniły się od tych, które są i naszym udziałem. Była więc miłość i paniczny strach, były wzruszenia i prawdziwa nienawiść. Całe spektrum uczuć. Pamiętam na przykład drastyczną opowieść o młodej ładnej dziewczynie, która błagała o pomoc. Wybuch zmasakrował jej dolną część ciała i widać było, że sama nie może się uratować. Wystarczyło tylko (!) przejść po nią przez ulicę. Ale owe „tylko” - to… kilkanaście metrów  odsłoniętego terenu pod ciągłym  ostrzałem. Nie można było jej pomóc, ale wyciągnięte ręce umierającej koleżanki i dramatyczny krzyk są do dziś koszmarem nawiedzającym jednego z moich rozmówców. Powstańcy, co zrozumiałe ale i czasem dla nas trudne do przyjęcia, od września 1944 czuli coraz częściej wrogie nastroje ludności cywilnej Warszawy, ludzi obarczających ich o zagładę miasta i nieludzkie warunki życia. 

1 2

Fundacja HereditasFUNDACJA HEREDITAS
ul. Marszałkowska 58 lok. 24
00-545 Warszawa
tel. 022 891 01 62 / fax 022 891 01 62
www.fundacja-hereditas.pl

Minister Kultury i Dziedzictwa

Portal zabytek.co powstał w ramach projektu "Studeo et Conservo VI (2013)",
dofinansowanego ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

 zamknij